24 gru 2011

Dawno nie aktualizowałem swojego bloga. Muszę przyznać, że odkąd zająłem się nowym projektem – Warmińsko-Mazurskim Serwisem Religijnym Wiara WM, nie mam za bardzo czasu na pisanie tekstów specjalnie z myślą o blogu. Piszę więcej niż kiedyś, ale wszystkie artykuły lądują na serwisie Wiara WM i czasem w naszej Gazecie Olsztyńskiej.

 

O blogu jednak nie zapomniałem i mam zamiar powrócić do jego regularnego prowadzenia od Nowego Roku. A korzystając z okazji, chciałbym życzyć Wszystkim szczęśliwego przeżywania Świąt Bożego Narodzenia. Przede wszystkim, aby te Święta były uduchowione – niech skłonią nas do refleksji, zasieją w duszy zbawienny niepokój, który zmobilizuje nas do działania. Tak jak kiedyś Jezus odmienił Świat swoim narodzeniem, tak i teraz niech odmieni nasze życie.

 

 

15 paź 2011

Dawno tu nie zaglądałem. Z różnych powodów – przede wszystkim brak dostatecznej ilości wolnego czasu, a także zaangażowanie w nowy projekt – regionalny serwis religijny Wiara WM. Zachęcam do odwiedzin na stronie. Codziennie staramy się zapewnić Wszystkim Internautom porcję świeżych informacji. Na wspomnianym portalu ukazał się też mój ostatni felieton, który przeczytać możecie na łamach Gazety Olsztyńskiej (wydanie 15-16 października 2011). Tutaj zamieszczam tekst, który ukazał się w gazecie. Na serwisie Wiara WM znajduje się wersja rozszerzona mojego powyborczego komentarza.

 

Wyniki wyborów parlamentarnych obnażyły słabość wielu środowisk, a przede wszystkim całego polskiego społeczeństwa. Niska frekwencja, kuriozalne postacie z poselskimi mandatami i niepewność co do kształtu polityki wewnętrznej rządu przez najbliższe 4 lata.

Na wstępie chcę zaznaczyć, że niniejszy tekst jest niczym więcej, jak tylko prywatną opinią autora i każdy może mieć inne zdanie. Tegoroczna kampania wyborcza była jeszcze bardziej intensywna i zaskakująca niż poprzednie. Fakt, dało się zauważyć mniejszą liczbę „chwytów poniżej pasa”, co można uznać za pewną poprawę w naszej kulturze politycznej. Nie udało się przeforsować zakazu wyborczej reklamy na wielkoformatowych billboardach, co wg mnie było świetnym pomysłem. Dlaczego? Bo wbrew temu, co mówi większość ludzi, że oblepienie całego miasta plakatami i wizerunki kandydatów wyskakujące nawet z otwieranej lodówki nie działają na nich, a wyboru dokonują kierując się efektem konfrontacji własnych poglądów z tymi partyjnymi, gdy przychodzi do głosowania często wybierają tę partię/kandydata, który najbardziej zapadł im w pamięć. Na szczęście nie sprawdziła sie zasada „Nie ważne jak mówią, ważne, że w ogóle mówią”: kandydatka SLD Katarzyna Lenart stała się hitem Internetu robiąc wyborczy striptiz, a jej kolega Łukasz Naczas niemal dorównał jej popularnością po tym, jak „zabłysnął” w wywiadzie, jaki przeprowadził z nim Robert Mazurek z Rzeczpospolitej. Oboje muszą swoje parlamentarne ambicje uciszyć na najbliższe 4 lata.

Słabość goni słabość

Tak niska frekwencja jest pewnym zaskoczeniem. Wydawać by się mogło, że przy gigantycznym nasyceniu wszystkich możliwych mediów kampanią wyborczą, ludzie udadzą sie do urn. Jedni obiecywali raj na ziemi, inni straszyli totalitaryzmem – nie pomogło. Mniej niż połowa uprawnionych zechciała zagłosować. Z jednej strony to pozytywne o tyle, że jeśli ktoś nie ma wyrobionych poglądów politycznych i miałby zagłosować na tego, kogo najczęściej w TV pokazują – to dobrze, że nie głosuje. Z drugiej – świadczy o niskiej kulturze politycznej w naszym kraju i jest błyskającą lampką alarmową: polskiej demokracji potrzeba zmian! W takim kształcie, jak mamy dziś, nie sprawdza się najlepiej.

Słabość pokazała polska lewica, co mnie akurat specjalnie nie martwi. Grzegorz Napieralski , przekonujący jak nieprzygotowany uczeń na egzaminie maturalnym, próbował zawojować wyborców obietnicą bezpłatnych wejściówek do teatrów dla emerytów. Oferta w prawdzie kusząca, ale nie wiedzieć czemu, wyborców nie przekonała. Mówiąc poważnie, porażka Napieralskiego nie była zaskoczeniem – nie jest liderem i mimo wielkich starań jeszcze długo nim nie będzie. Z wielką trudnością przekonywał do siebie partyjnych kolegów, więc nie ma mowy, żeby pod jego wodzą SLD cokolwiek zwojowało. Grzegorz zapowiedział, że rezygnuje. Trochę szkoda, bo był gwarancją słabego SLD.

Część wyborców o lewicowych poglądach lub ich zupełnym braku, która wcześniej wspierała Sojusz i czasem PO, zagłosowała na partię Janusza Palikota. Dla mnie to totalny brak odpowiedzialności za Państwo, którą to odpowiedzialność przecież bierze się na siebie podczas wyborów. Do Sejmu, jako trzecia siła dostała się partia nie tyle lewicowa, co lewacka. Jak będą wyglądały jej działania pokazał już sam lider, który niegdyś słynął z wymachiwania gumowym penisem, a teraz próbuje uszczęśliwić Polaków usunięciem krzyża z Sejmu. Genialnie skwitował to Franciszek Kucharczak „A właściwie z czego to wynika, że nie może być krzyża tam, gdzie się uchwala ustawy? Jeśli Palikot planuje uchwalać ustawy niegodne krzyża, to problem jest po stronie Palikota – nie krzyża.” Program Ruchu Poparcia nie powala na kolana, bo prócz otwartej wojny z Kościołem, posiada same puste slogany. To rzeczywiście ewenement, że w roku beatyfikacji Jana Pawła II, w trakcie Tygodnia Papieskiego, w Polsce takie poparcie uzyskuje partia chcąca zwalczać Kościół. Zakładam jednak, że spora część jej wyborców to ludzie nie mający zielonego pojęcia o programie politycznym, zwabieni obietnicą legalizacji marihuany.

Problem prawicy

Mówi się o porażce prawicy w tych wyborach, ale 30% poparcia PiS to nie jest druzgocący wynik. Problem leży gdzie indziej – polska prawica na nowo potrzebuje właściwego sformatowania. PiS-u po prostu nie stać na dużo lepszy wynik. Jarosław Kaczyński jest przedstawiany przez mainstreamowe media negatywnie. Nawet jego udział w programie Tomasza Lisa, w którym  były premier zmiażdżył dziennikarza, próbującego sił w swych nieudolnych atakach, zostało przysłonięte fragmentem z nowej książki Kaczyńskiego. Jednym słowem – PiS z Jarosławem Kaczyńskim nie ma przyszłości i im szybciej politycy to zrozumieją, tym lepiej. Problem z tą partią jest taki, że wielu widzi w niej nadzieję polskiej prawicy, podczas gdy ona nie do końca chce realizować prawicowy program. Hasła w stylu „3 miliony mieszkań” to lewicowa propaganda. PiS chce państwa opiekuńczego. To zapatrzenie w partię Kaczyńskiego szkodzi całej prawicy, bo zamyka drogę tym, którzy w swoich poglądach są radykalni i konsekwentni – Marek Jurek, JKM czy PJN. Była szansa stworzenia jednego ugrupowania łączącego trzy wspomniane – niestety – nie udało się. To kolejny problem prawej strony sceny politycznej – w polityce liczy się skuteczność. Trwanie przy swoim bez skłonności do choćby minimalnych kompromisów sprawia, że konserwatywna prawica pozostaje poza Parlamentem, a zasiadają w nim ludzie, których największym zmartwieniem jest krzyż na sali.

12 maj 2011

Uniwersytet to miejsce wymiany poglądów, również tych kontrowersyjnych. Ale gdy zaczyna brakować argumentów, oponenci sięgają po magiczne słowa, takie jak „dyskryminacja” i „brak tolerancji”, które mają zamknąć usta tym, którzy myślą inaczej.

Zabawne – wystarczył jeden artykuł na portalu studenckim, żeby lokalna GW i działacze środowisk homoseksualnych podnieśli raban. Łatwo im to przyszło, bo schemat podobnych akcji był już wiele razy w przećwiczony w Polsce. O co poszło? O tekst „Jak tacy sami, jak inni” publikowany na portalu Strefa UWM. Sam tekst w sumie nie najwyższych lotów – czytałem lepsze. W dodatku nie ze wszystkimi tezami się zgadzam. Ale po kolei.

Homoseksualiści to nie zupa pomidorowa – lubić ich nie trzeba

Jedna z głównych tez – że środowiska homoseksualistów próbują wzbudzić wokół siebie jak największy szum – to przecież oczywistość. Po co są wszystkie mniej lub bardziej barwne parady, podczas których geje i lesbijki idąc głównymi ulicami miast krzyczą, aby „nikt nie zaglądał im pod kołdrę”? Głównie po to, żeby znalazła się banda oszołomów, którzy będą rzucali w uczestników parady wyzwiskami, ewentualnie mniej lub bardziej niebezpiecznymi przedmiotami. A wtedy można rozkoszować się przed kamerami mainstreamowych mediów, jak to źle mają w Polsce homoseksualiści, w jak strasznym kraju muszą żyć i w ogóle, że świat jest niesprawiedliwy. Po co to wszystko? Trzeba przecież stworzyć wrażenie, że problemy homoseksualistów – te prawdziwe i te wyimaginowane – są problemami większości społeczeństwa i sprawą najwyższej wagi.

foto: sxc.hu

Nie zgadzam się natomiast z tym, że homoseksualiści nie mają i nigdy nie będą mieli takich samych praw, jak reszta ludzi. Przy czym co do przyszłości, to nie jestem pewien. Ale teraz? A jakich to praw nie ma w Polsce homoseksualista, które miałby człowiek heteroseksualny? Czego mu nie wolno? Wiele osób odpowiada od razu: małżeństwa! A ja się pytam: kto broni? Każdy ma prawa w Polsce zawrzeć związek małżeński. Nawet zdeklarowany działacz KPH – serio, serio. Przecież małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. I każdy facet ma prawo poślubić kobietę, każda kobieta ma prawo wyjść za faceta. Aaa… i tu jest problem. Środowiska homoseksualne chciałyby, żeby specjalnie dla nich małżeństwem nazywać to, co małżeństwem nie jest. Chcieliby związek dwóch facetów albo dwóch kobiet nazwać małżeństwem (niektórzy wyroby czekoladopodobne nazywają czekoladą… ). Na to zgody nie ma i być nie może, bo małżeństwo będące fundamentem rodziny to podstawa zdrowego społeczeństwa. Dziedziczenie? A kto broni spisać testament i w nim dowolnie rozporządzić posiadanym majątkiem? Nikt.

Dalsza część artykułu nie jest szczególnie ciekawa – ot, po prostu krytyczny tekst nt. działań środowisk homoseksualnych. Ale to wystarczyło, aby olsztyńska KPH, feministki i krzewiciele gender-bzdur zabili na alarm! Wszak w wizji świata mediów made in Czerska o homoseksualistach i homoseksualizmie można mówić tylko jak o zmarłych – dobrze, albo wcale. Wystosowano list do Rektora UWM, który opublikowała Gazeta Wyborcza. Przyznam szczerze, że list jest o wiele ciekawszy niż sam artykuł, który stał się przyczyną całego zamieszania.


Wolność słowa – tak, ale pod warunkiem

Autorzy listu atakują najpierw sam portal za to, że część zamieszczonych na nim artykułów to wyraźne i konkretne głosy w takich kwestiach jak aborcja, homoseksualizm. Zarzucają ich autorom brak obiektywizmu. Zapominają przy tym o tym, że jeśli ktoś mówi, że „2+2=4” to niekoniecznie musi przedstawiać zdanie kogoś, kto będzie twierdził, że to jest „5”. Na portalu sporo tekstów na charakter publicystyczny i każdy z ich autorów ma prawo wyrazić swoje prywatne zdanie. A fakt, że niektóre tezy czy zwroty, zawarte także w tekście „Jak tacy sami, jak inni”, mogą nie podobać się feministkom, działaczom KPH czy w ogóle komukolwiek – nie dyskredytuje samego artykułu. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu, różowy świat, gdzie wszyscy się do siebie uśmiechają to fikcja. Decyzje WHO, która wiele razy dała się poznać jako instytucja propagująca zabijanie nienarodzonych dzieci, nie są w kwestii homoseksualizmu ostateczną wyrocznią.

foto: sxc.hu

Czytając dalej list do Rektora UWM dowiadujemy się, że nieprzychylne homoseksualistom stwierdzenia to dyskryminacja. Magiczne słowo, które ma zamykać usta każdemu, kto nie chce nas lubić jak zupy pomidorowej.
Członkowie KPH, feministki i krzewiciele gender stawiają na różnorodność. „Uważamy, że jeśli na publicznym portalu pojawiają się tematy uznawane przez społeczeństwo za kontrowersyjne to powinna im towarzyszyć uczciwa debata przedstawiająca różne punkty widzenia. Kwintesencją społeczeństwa obywatelskiego jest różnorodność. Szanujemy ją, ale także domagamy się jej poszanowania.” Po pierwsze – portal nie jest publiczny, tylko prywatny, więc jego właściciele mogą na nim publikować artykuły o takim zabarwieniu, jakie im się spodoba. Po drugie, wzywanie do uczciwej debaty (której przecież nikt nie zabrania) ze strony tych środowisk jest wg mnie szczytem hipokryzji. To przecież przez protesty takich organizacji, przy wydatnym wsparciu GW, odwoływano konferencje naukowe poświęcone problemowi homoseksualizmu na UKSW czy UW. Wystarczy wejść na profil akcji? listu? na Facebooku, żeby dostrzec do bólu prostą logikę: „Zgadzasz się z nami? Ok! Nie zgadzasz się? Naucz się czytać ze zrozumieniem!” Uniwersytet to platforma wymiany myśli i ścierania się różnych poglądów, tu nie wolno zamykać nikomu ust. Jeśli jest na nim miejsce dla takich tworów, jak ideologia gender, to jest także dla krytycznego spojrzenia na homoseksualizm.  Dlatego mam szczerą nadzieję, że Jego Magnificencja nie pozwoli na kneblowanie ust studentom, którzy mają odwagę myśleć samodzielnie.

18 kwi 2011

Wszyscy kiedyś umrzemy, lecz nie wszyscy wiedzą jak żyć – powiedział William Wallace w „Walecznym Sercu”. Zdanie to jest ciągle aktualne, a uderza przede wszystkim w dzisiejszych mężczyzn. Bo znaleźć ich w Kościele jest coraz trudniej.

Od dawna słyszymy o kryzysie męskości. W dużej mierze sami sobie ten kryzys zafundowaliśmy. Wystarczy wsłuchać się w środowiska feministyczne, które „z urzędu” narzekając na mężczyzn i na ich współczesne zniewieścienie piętnują jednocześnie typowe męskie cechy, uznając je za prymitywne bądź szowinistyczne. Ale nie zamierzam skupiać się na feministkach i na tym, co mówią – ten tekst ma być poświęcony nam, mężczyznom.

Babcia różańcowa

Mało mężczyzn aktywnie uczestniczy w życiu Kościoła. Wielu nie potrafi dostrzec dla siebie w nim miejsca – bo albo ksiądz za ołtarzem, albo kobiety w ławkach –a  ja? To stereotypowe myślenie, często spotykane u osób, które swoją parafię odwiedzają tylko w czasie pasterki lub podczas święcenia pokarmów w Wielką Sobotę.  „W tym kościele nic się nie dzieje – ciągle tylko Jezus się rodzi, albo jajka święcimy” – mówią później. Stereotypy o Kościele zakładają nam klapki na oczy, sprawiają, że widzimy w nim jedynie (z całym szacunkiem) babcie różańcowe albo starsze małżeństwa. A gdzie miejsce dla nas? Ono jest, tylko powinniśmy zrobić pierwszy krok, musimy sami rozejrzeć się wokół. Mężczyzna nie może iść ciągle prowadzony za rączkę – Pan Bóg nie chce w nas widzieć nieporadnych dzieci. On potrzebuje mężczyzn!

Wstąp na rydwan

Początki chrześcijaństwa przyciągały mężczyzn. Wierzyć, oznaczało porzucić to, co bezpieczne wypłynąć na głębię. Wierzyć znaczyło wystąpić w gronie nielicznych przeciwko całemu społeczeństwu, a to często kończyło się pod katowskim mieczem albo na arenie, wśród dzikich zwierząt. Ale Bóg wiedział, co robi i wiedział kogo powołuje. Do wszystkich mężczyzn skierował Słowa „Bohaterze, przypasz do biodra swój miecz, swą chlubę i ozdobę! Szczęśliwie wstąp na rydwan…” [Ps 45,4] Ci ludzie walczyli o prawdziwą wolność, jaką przyniósł im Jezus. A o wolność właśnie tak się walczy. Również teraz. Wezwanie Boga, żeby odważnie wejść w Świat z wiarą nie straciło na aktualności. A jednak ze względu na uwarunkowania kulturowe efekt zmizerniał. Głównie dlatego, że chrześcijaństwo stało się religią dominującą i wiara nie wiązała się już z tak spektakularną, zewnętrzną odwagą. Ale myli się ten, kto sądzi, że do dzisiejszej wiary nie potrzeba odwagi. Potrzeba i to bardzo wiele. Śmiem twierdzić, że dawno nie było ludziom tak ciężko wierzyć, jak w dzisiejszych latach. O odwadze genialnie napisał Gilbert Keith Chesterton: „Odwaga jest sprzecznością niemal w założeniu. Oznacza silne pragnienie życia, przybierające formę gotowości na śmierć. << Kto straci swe życie, znajdzie je >>, to nie kawałek mistycyzmu dla świętych i herosów! To codzienna rada dla żeglarzy i alpinistów. Powinna być wydrukowana w przewodnikach po Alpach albo w książce treningowej. Paradoksem jest sama zasada odwagi, nawet całkiem ziemskiej i całkiem brutalnej. Człowiek odcięty przez morze zdoła uratować życie, jeśli zaryzykuje przejście nad przepaścią. Może wymknąć się śmierci, posuwając się nad nią cal po calu. Żołnierz otoczony przez wroga, jeśli ma znaleźć drogę ucieczki, musi połączyć silne pragnienie przeżycia z dziwaczną beztroską wobec śmierci. Nie może tylko trzymać się życia, bo wtedy będzie tchórzem i nie ucieknie. Nie może tylko czekać na śmierć, bo wtedy będzie samobójcą i nie ucieknie. Musi szukać życia w duchu szalonej obojętności na nie; musi pragnąć życia jak wody, a jednak pić śmierć jak wino.”

Tragedia mężczyzn

Tego chce od nas Bóg – żebyśmy walcząc o Życie Wieczne byli gotowi poświęcić nasze doczesne. Nie tyle dosłownie, chociaż takie sytuacje też się zdarzają. Ale przede wszystkim, żebyśmy potrafili żyć dla Boga. Podjąć męską decyzję „Tak, wierzę w Ciebie Boże, wierzę Tobie Boże i powierzam Ci swoje żyje”. To ta decyzja, powtarzana później na każdym rozdrożu, otwiera nam drogę do wielkiej przygody, jaką ma dla nas Bóg. Przygody, na której zmierzymy się ze swoimi słabościami, stoczymy bitwę z tym, co nas najbardziej przeraża i uratujemy Piękną. Proste? Nie, to nigdy nie było, nie jest i nie będzie prostą sprawą. Dlatego tak wielu mężczyzn zatrzymuje się na tym etapie. Nie potrafimy bez asekuranctwa podjąć decyzji „Tak Panie Boże, wchodzę w to!”. I zaczyna w nas coś umierać. To największa tragedia mężczyzny, gdy on żyje, a jednak coś w nim umiera… Jego życie schodzi wtedy z dynamicznego centrum na spokojne przedmieścia, pojawia się rutyna i poczucie tęsknoty za czymś bliżej nieokreślonym. Oglądamy filmowych bohaterów takich jak William Wallace z „Walecznego Serca” czy Maximus z „Gladiatora” i zazdrościmy im przygód, odwagi, zazdrościmy im tego, że potrafią położyć na szali swoje życie, w walce do dobrą sprawę. Patrzymy w telewizor, a przygoda i wyzwania przygotowane przez Boga, czekają obok…

Nasze zadanie

Pan Bóg nie chce, żebyśmy ograniczali sie do niedzielnej mszy świętej. Przygotował dla nas o wiele więcej. Ale od czegoś trzeba zacząć, a przede wszystkim, skądś trzeba czerpać siły. Tym źródłem, przygotowanym dla nas przez samego Jezusa jest właśnie Eucharystia. Nie można walczyć dla Jezusa, nie czerpiąc z Niego samego. Mężczyzna przyjdzie do kościoła o wiele chętniej, gdy zobaczy tam innych mężczyzn. Stąd duże zadanie dla nas, świeckich – bądźmy w Kościele, pokażmy że jesteśmy. Pokażmy, że wierzymy w Boga nie tylko przez 45 minut niedzielnej mszy, ale 24h/dobę. Dajmy Bogu naszą gotowość – On zajmie się resztą. I nie będzie nudno.

18 lis 2010

Kampania wyborcza przed wyborami samorządowymi jest chyba gorętsza od tej, przed wyborami do Sejmu i Senatu czy prezydenckimi. W każdym mieście i miasteczku toczy się zażarta walka o to, komu przypadnie burmistrzowski fotel, komu miejsce wśród rajców, itd. Przyjrzałem się plakatom, które są dosłownie wszędzie. Z niektórych spogląda na mnie Pan Premier Tusk i wzywa „Nie róbmy polityki! Budujmy mosty„. W końcu polityka jest brudna, uczciwi ludzie nie parają się polityką. Każdy, kto wejdzie w to bagno chce tylko zagarnąć jak najwięcej dla siebie, kantować, kręcić i przekręcić to, co do przekręcenia możliwe. Słowem, „a dajcie se ludzie siana z tą polityką!

Wybory samorządowe. foto: sxc.hu

W mojej Ostródzie widziałem ogromny billboard, z którego dostałem po oczach tekstem „Stop politykom! Czas na fachowców.” O, tym też znudzili się politycy. To częsty motyw przewijający się w samorządowych wyborach: zostawić politykę – skupmy się na tym, co najważniejsze. I ludzie to kupują. Ech… Piłsudski na pewno powiedziałby teraz coś dosadnego. Bo jak to jest, że politycy sami mówić, że polityka to bagno i zniechęcają ludzi do niej? Czemu społeczeństwo to kupuje? Polityka jest brudna? Co za bzdura… brudni, to mogą być ludzie, ale nie polityka. Mogą być pazerni, nikczemni, nieuczciwi – ale mogą też być rzetelni, pracowici, gotowi do poświęceń. Polityka sama w sobie jest narzędziem. Bliskie mi jest arystotelesowskie podejście do tej dziedziny – sztuka rządzenia państwem (sztuka!), której celem jest dobro wspólne! Polityka to sztuka, nawet nie rzemiosło. Nie dla warchołów i prymitywów, ale dla ludzi, którzy potrafią i chcą coś dobrego zrobić. Może jestem idealistą, ale wiem, że takie osoby są. I nie zapomnieli, jakie zadania stoją przed tymi, w których ręce powierza się losy Państwa.

Panie Premierze, jeśli nie chce się Pan zajmować polityką – czyli służyć ludziom, budować wspólne dobro, to podaj się Pan do dymisji, a nie zawracasz nam głowę. Podobnie wszyscy działacze, którzy w całym regionie – od najmniejszego miasteczka poczynając, a na Olsztynie kończąc odstraszają nas od polityki – wypchajcie się sianem i zajmijcie się czymś, na czym się znacie – bo o polityce pojęcia nie macie. Jakby to Marszałek Piłsudski powiedział: Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić!

Blog Bartosza Orlińskiego – zapnijcie pasy: będzie się działo…

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.