25 sie 2011

Pomimo, że Bóg dał nam wiarę i rozum, wielu z nas odrzuca jeden z Jego darów. A trzeba pamiętać, że rozum bez wiary jest często głupotą, a wiara bez rozumu – szaleństwem.
Karmiąc się tym, co serwują nam mainstreamowe media, możemy otrzymać obraz Kościoła, po którym każdy dostałby niestrawności. Z telewizji dowiemy się, że cały polski Kościół kręci się wokół postaci o. Rydzyka lub ks. Natanka. Przeglądając w niedzielny poranek portal Onet.pl możemy emocjonować się historiami z życia wziętymi, w których kolejna blogerka nie może zrozumieć, dlaczego zły ksiądz nie chce ochrzcić jej dziecka, skoro ona jest wierzącą katoliczką, a to, że żyje z facetem bez ślubu i nie uczestniczy w mszach świętych nie ma przecież żadnego znaczenia. Chcąc oderwać się od tego, możemy otworzyć Wprost albo Politykę, ale tam w co drugim tekście porady „naprawiaczy” Kościoła, którzy mają receptę na to, jak go uzdrowić. Lekiem zazwyczaj jest aborcja, zniesienie celibatu, akceptacja in vitro lub związków homoseksualnych. Wreszcie otwierając Gazetę Wyborczą trafiamy na teksty naczelnej komentatorki polskiego Kościoła – Kasi Wiśniewskiej, która z precyzją godną strzelca wyborowego punktuje każde potknięcie Episkopatu i katolickich publicystów. Wtedy zaczynamy się zastanawiać: czy Kościół ma w ogóle sens? Czy nakazy i zakazy moralne są nam jeszcze do czegoś potrzebne?

Sedno sprawy
Jaki sens ma czekanie z seksem do ślubu? Można podać wiele argumentów – budowanie głębszej relacji, zaufanie, itd. ale nie ma takiego, którego nie można podważyć. Oprócz jednego. A w ogóle po co nam ślubu? Czy miłość sama nie wystarczy? Jaki sens ma spowiadanie się ze swoich grzechów przed mniej lub bardziej nieznanym nam mężczyzną? Dobrze, żeby ktoś spojrzał na nasze życie z innej perspektywy, żeby ktoś pokazał nam to, czego sami nie widzimy… te wszystkie argumenty można łatwo zbić. Oprócz jednego. Dlaczego patrząc na Kościół mamy czasem wrażenie, że to wszystko bez sensu? Czegoś brakuje, a właściwie Kogoś. Mówiąc o Kościele, myśląc o nim, kłócąc się o niego coraz częściej zapominamy o Jezusie. On jest „sednem sprawy”. To właśnie Chrystus sprawia, że warto, że wiara ma sens. Trzeba nam żyć w czystości, bo tak powiedział Jezus. Trzeba stawać w prawdzie o sobie i wyznawać swoje grzechy, bo tak powiedział Jezus, który dał także władzę odpuszczania tych grzechów Apostołom i ich następcom. Chcąc żyć tak, jak mówił Jezus i jak teraz przypomina nam Kościół, trzeba się skupić na Nim. Na osobowej relacji, którą tworzy się w ciszy, na kolanach przed Najświętszym Sakramentem. Czystość, wierność, odwaga do świadczenia o Bogu to owoce naszej relacji z Jezusem. Bo to nie nasza zasługa, że udaje nam się żyć tak, jak Bóg przykazał. To Jego łaska. Sobotnia Ewangelia daje nam klarowną odpowiedź na to, jak patrzeć na Kościół, zwłaszcza w kontekście tego, jaki obraz serwują nam mainstreamowe media. „Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie.” Pamiętajmy, że księża nie głoszą swoich prywatnych nauk. Są sługami Słowa i takimi samymi ludźmi, jak my. A to znaczy, że również oni mają swoje słabości. I dobrze wiemy, że nie wszyscy żyją zgodnie z tym, co mówią. Ale wiemy też, że nie to jest najważniejsze. I nawet gdy oni nie dotrzymują słowa, my powinniśmy go dotrzymać. Bo tego chce od nas Bóg. Nawet wśród Apostołów, którzy na co dzień byli przy Jezusie, znaleźli się złodziej, tchórze i zdrajcy. Ale właśnie takich ludzi wybiera sobie Bóg na swoich posłanników.

Kluczowy moment
W niedzielnej Ewangelii usłyszymy pytanie „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” Za kogo Go uważam? Za mojego Zbawiciela, za Mistrza którego chcę naśladować? A może jest dla nas kimś odległym, rozmytym. Kimś, o kim słyszymy raz w tygodniu w Kościele i nic więcej. Apostołowie udzielają Chrystusowi różnych odpowiedzi, a wszystkie one mają w sobie ukrytą nadzieję. Nadzieję na przemianę życia – taką autentyczną, fizyczną. Ludzie nie wiedzieli dokładnie, kim jest Jezus, ale czuli, że teraz w ich życiu coś się zmieni. Ale Jezus pytał dalej, bo pomimo że ta nadzieja miała dobre intencje, nie była zgodna z planem Boga. Dopiero Piotr daje Mu przełomową odpowiedź. Przełomową, bo odkrywającą prawdziwe zadanie i misję Jezusa na Ziemi „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. Piotr nie kombinował, powiedział szczerze to, co czuł w swoim sercu. I dopiero na tej odpowiedzi, na takiej podstawie my możemy budować swoją relację z Jezusem i swój obraz Kościoła. Dopiero, gdy w sercu szczerze odkryjemy kim jest Chrystus, zaczniemy patrzeć na wszystko przez pryzmat wiary. Bez Niego, bez relacji z Nim, Kościół będzie nas drażnił, a w naszych głowach powstanie obraz świata rodem z artykułów Kasi Wiśniewskiej. Prawdziwego i szczerego poznania Boga, zachwycenia się Jezusem życzę Wszystkim. Pani Kasi także.

11 sie 2011

Przeczytałem niedawno, że 25% katolików na zachodzie Europy wierzy w reinkarnację. Mix może opłaca się w przypadku telefonów komórkowych, ale w kwestii wiary – nigdy. Pan Bóg nie lubi konkurować z czerwonymi wstążeczkami.

Wiecie co to nicejsko-konstantynopolitańskie wyznanie wiary? Wiecie, bo wyznajemy je podczas każdej niedzielnej mszy świętej. To popularne credo, czyli esencja naszej wiary katolickiej. Niektórzy traktują je jak długą i nudną modlitwę, nie wgłębiając się w samą treść. Błąd! Credo jest jakby streszczeniem całej naszej wiary. Gdyby ktoś zapytał mnie „w co wierzysz?”, chcąc dać pełną odpowiedź, odpowiedziałbym właśnie słowami credo. Niestety coraz więcej katolików z różnych powodów opuszcza niektóre elementy swojej wiary, a czasem dodają zupełnie nowe. I nie mam tu na myśli tego, że wprowadzają zamęt recytując to podczas mszy. Wprowadzają go w swoim życiu.

Postanowione ludziom raz umrzeć

Tak, żyjemy raz i umieramy też tylko raz. Jednak coraz więcej wierzących przyjmuje elementy religii wschodnich, przede wszystkim wiarę w reinkarnację. Co więcej, starają się nawet udowodnić, że nie jest ona sprzeczna z Nauczaniem Kościoła. I powstaje „mix”, mieszanka różnych religii, w której powoli zatraca się najważniejsze elementy. Zwolennicy reinkarnacji wierzą, że po śmierci dusza może powrócić na ziemię w innym ciele. W Indiach ta wiara sprawdza się przy utrzymywaniu podziałów kastowych. Ci najbardziej uciśnieni, zamiast próbować zmienić swój los słyszą, że powinni go przyjąć z pokorą, bo jeśli „sprawdzą się” jako biedacy, w kolejnym życiu będą w wyższej kaście. Jak to się ma do wiary katolickiej? Nijak – dusza ludzka jest nieśmiertelna i stwarzana bezpośrednio przez Boga. Dziecko, które się pocznie nie jest kolejnym wcieleniem – jest nowym dzieckiem Boga, bo On sam ukształtował jego duszę. Wiara w reinkarnację jest bardzo zwodnicza. Idea samozbawienia to iście szatańskie dzieło. Bo do tego to się sprowadza: „mam żyć dobrze w każdym życiu, piąć się wyżej i wyżej, aż w końcu osiągnę swoje zbawienie – nirwanę.” I na pierwszy rzut oka nie ma w tym nic złego, bo przecież każdy chciałby żyć dobrze, katolik przede wszystkim. Ale Zbawienie nie jest naszym dziełem, ani naszym dokonaniem, na który sobie zasłużymy odpowiednim życiem. Jest Darem Boga, na który sobie w żadnym stopniu nie zasłużyliśmy. Pragnijmy Jezusa, a nie pogańskiej nirwany.

 

Czerwona kokardka

Wiele pogańskich elementów możemy zauważyć w życiu katolików na co dzień. Macierzyństwo to piękna sprawa, ale szalenie trudna, zwłaszcza w okresie ciąży. Bo przecież mama, która nosi w swoim łonie dziecko, musi uważać. Choćby na to, aby nie farbować włosów, bo dziecko będzie rude (i co w tym złego?), pod żadnym pozorem nie wolno jej nosić łańcuszka na szyi – grozi to zaplątaniem się dziecka w pępowinę. Całe szczęście, że przynajmniej taka mama nie będzie podczas ciąży naczyń zmywała. Oczywiście dlatego, że mogłaby pochlapać sobie brzuch wodą, a to, jak powszechnie wiadomo, spowoduje alkoholizm u dziecka. Naprawdę czujnym trzeba jednak być po urodzeniu malucha, gdy przychodzi nam go ochrzcić. Chrzest – ważny i piękny sakrament, w którym wierzący rodzice proszę o przyjęcie ich dziecka do społeczności Kościoła. A co drugi wózek, nawet w kościele, ozdobiony czerwoną kokardką. Bynajmniej nie z powodów estetycznych. Ma uchronić dziecko przed „złymi spojrzeniami” czymkolwiek one są. Jak to się mówi „strzeżonego Pan Bóg strzeże!”. Bóg? Ciekawe, skąd to zaufanie do Boga? Wydaje mi się, że niektórzy bardziej ufają kawałkowi czerwonej wstążki, niż Stwórcy. „Panie Boże, wierzę Tobie, ale jakbyś nie dał rady, to na wszelki wypadek jeszcze się zabezpieczę”. Tymczasem Bóg chce od nas całkowitego zawierzenia. Po to, żebyśmy mogli być w Nim szczęśliwi. Te niepozorne kokardki czy monety wsadzane do dziecięcych kołysek nie są błahą sprawą. Są świadectwem naszej wiary – nienajlepszym świadectwem. Co więcej, wiele osób mówi, że „to nie zaszkodzi”. Zaszkodzi, oj zaszkodzi. Bo jeśli nie zwracamy się o pomoc do Boga, tylko do jakichś nieznanych „wstążeczkowych” sił, to świadomie czy nie, otwieramy się na działanie szatana.

Wiara pokorna, nie pyszna

W sytuacjach, w których próbujemy mieszać wiarę katolicką z pogańskimi zwyczajami czy systemami filozoficznymi, pojawia się zarzut, że my – katolicy, uważamy swoją wiarę za lepszą od innych, za prawdziwą, podczas gdy wszystkie inne są błędne. Czy taka postawa to pycha? Łatwo może się nią stać, gdy zaczniemy patrzeć na innych z góry, z postawy „lepszych ludzi”. Ale pamiętajmy, że wiara jest łaską i bez niej nic byśmy nie zrobili. To Pan Bóg pozwala nam być przy Sobie, a nie odwrotnie. A jak podchodzić do innych wyznań, religii czy choćby ich elementów przesiąkających do naszej wiary? Pokornie, ale twardo. Pełnia prawdy i pełnia środków potrzebnych do Zbawienia jest w Kościele Katolickim. W innych wyznaniach są cząstki prawdy, którymi Bóg chce przyprowadzić do siebie również wyznawców tych religii. Dlatego my powinniśmy całym swoim życiem świadczyć o Prawdzie, którą Bóg nas obdarował, żyć nią, aby inni mogli ją w nas dostrzec. W Boga nie można tylko wierzyć. Najważniejsze, to Mu wierzyć. Mu, a nie czerwonej wstążce.

08 kwi 2011

<< Lubisz marnować dobre okazje? Pewnie nie. Dlatego nie strać szansy, która właśnie otwiera się przed Tobą! W parafiach zaczynają się wielkopostne rekolekcje – intensywny czas pracy nad samym sobą.

Cały Wielki Post jest czasem szczególnym. Zmiany w liturgii, nabożeństwa drogi krzyżowej, nasze własne postanowienia. Dzięki temu wszystkiemu przygotowujemy się do przeżycia Świąt Wielkiej Nocy. Ale sprawa jest na tyle poważna, że Kościół daje nam szansę jeszcze mocniejszego przygotowania się nie tylko do Świąt ale i zmiany w naszego życia. Rekolekcje wielkopostne mają nam pomóc poukładać je na nowo. Dlatego tak ważne jest, żebyśmy nie zmarnowali tego czasu. Duch wieje jak chce – łaska dana na konkretny czas więcej się nie powtórzy.

Po co mam układać życie na nowo?

Po co mam układać swoje życie na nowo, skoro już raz to zrobiłem? Pytanie jak najbardziej logiczne. Przecież wielu z nas pracowało nad swoją duchowością długi czas – po co kolejne zmiany? Dlatego, że nic nie stoi w miejscu. Świat idzie do przodu, zmienia się i jest dynamiczny. Jeśli nie dotrzymamy mu kroku, zaczniemy się cofać. Konieczna jest nasza metanoja – czyli proces nawracania się, zmiany sposobu myślenia, rozumowania i patrzenia na świat. Metanoja praktycznie nigdy się nie kończy – a co za tym idzie, nasza praca nad sobą nie powinna się skończyć. Gdy ktoś stwierdzi, że już jest całkowicie uformowany i bycie jeszcze bliżej Boga nie jest mu potrzebne, to znak, że najwyższy czas nawrócić się, bo najwidoczniej w którymś momencie zgubił ścieżkę.

Warto podjąć wysiłek

Do każdych rekolekcji przystępujemy inni – z nowymi doświadczeniami, nowymi problemami, bogatsi o to, czego nauczyło nas życie. I za każdym razem Pan Bóg będzie chciał dotknąć innego problemu, innej sfery. Pytanie, czy Mu na to pozwolimy. Bo duchowa praca nad samym sobą to w praktyce przyzwolenie na to, aby sam Bóg nas formował. A z tym bywa różnie, bo często nawet mimo szczerych chęci zmiany i pójścia za Bogiem, buntujemy się gdy On zaczyna wchodzić w nasze życie. Sami przecież dobrze wiemy, jak powinno wyglądać. Wiara w Boga ale przede wszystkim wiara Bogu w to, że chce zmienić nasze życie na lepsze to jednocześnie jeden z podstawowych i najtrudniejszych elementów wiary w ogóle. I głównie nad nim pracujemy podczas rekolekcji.

Dla ambitnych

Parafialne rekolekcje są różne. Raz głosi je charyzmatyczny kaznodzieja, którego można słuchać godzinami, niekiedy zaś flegmatyczny ksiądz, przy którego kazaniach zerkamy jedynie na zegarek. Czasem wybitnie nie pasują nam godziny rekolekcyjnych spotkań. Czy tylko dla takich powodów warto rezygnować z szansy, jaką daje nam Kościół przez rekolekcje? Oczywiście, że nie. Rekolekcje odbywają się niemal w każdej parafii – można poszukać w sąsiedniej takich, jakie będą nam odpowiadały. Kto chce poważniej podejść do zmian w swoim życiu, może znaleźć rekolekcje tematyczne, często przeprowadzane w rekolekcyjnych ośrodkach podczas kilkudniowego wyjazdu. Szczególnie te wyjazdowe rekolekcje dają nam możliwość głębszego spotkania z Bogiem – zewnętrzny świat nie przytłacza wówczas tak mocno, nie zagłusza tego, co mówi Bóg. Nie tylko w trakcie rekolekcji, ale podczas całego Wielkiego Postu warto zdecydować się na intensywniejszą niż zazwyczaj pracę nad sobą. Nie tylko w formie umartwiania się przez odmawianie sobie różnych przyjemności, ale także przez nałożenie na siebie dodatkowych „duchowych” obowiązków, dodatkowej pracy nad sobą. Codzienna msza święta, liturgia godzin, adoracja… to tak naprawdę same korzyści dla nas. W ten sposób stwarzamy Panu Bogu większe możliwości, żeby w nas działał. A On tylko tego oczekuje – decyzji i gotowości na poddanie się Jego woli. >>

16 paź 2010

Kończący się tydzień obfitował w wiele ważnych wydarzeń. Podczas gdy my obchodzimy rocznicę wyboru Jana Pawła II na Stolicę Piotrową, Rada Europy próbowała wykonać kolejny krok w kierunku rozpowszechnienia aborcji, tym razem atakując klauzulę sumienia. Na szczęście lewicowym politykom nie udało się przeforsować swojego projektu. W kontekście tych skrajnie różnych wydarzeń budzą w nas niepokój słowa z niedzielnej Ewangelii „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”.

Modlitwa przede wszystkim

Jan Paweł II od samego początku świadom był, że życie to ciągła walka. Nie o pieniądze, bogactwa, ziemie – walka o zbawienie. Nie z tym, który może zabić ciało, ale z tym, który i duszę zabić potrafi. Walka o pojedynczego człowieka i o całe społeczeństwa. Dlatego już na wstępie wołał „Otwórzcie drzwi Chrystusowi!” Pokazał, że tylko w ten sposób możemy wygrać – przez modlitwę. Nie rozpoczął od jakże istotnych spraw społecznych czy politycznych – zaczął właśnie od modlitwy, jako fundamentu. Przypominając sobie obraz Jana Pawła II stojącego z wzniesionymi rękoma na balkonie kaplicy Sykstyńskiej możemy wyobrazić sobie Mojżesza z niedzielnego pierwszego czytania. Dopóki w błagalnym geście miał wzniesione ręce do Boga, Izraelici wygrywali. Gdy ręce opadały, przeważali Amalekici. Ale wtedy towarzysze Mojżesza podtrzymywali jego ręce. Tak jest i teraz – Pan Bóg na każdym kroku pokazuje, że bez modlitwy i zaufania Mu, nie wygramy. Mojżesz potrzebował wsparcia w modlitwie – Jan Paweł II także. I to wsparcie otrzymywał z wielu stron. Do nas teraz należy, aby tym samym modlitewnym wsparciem obdarzyć Benedykta XVI. Bo wojna o ludzkie dusze rozszalała się na dobre.

Sumienie solą w oku

Na wojnie są ofiary. Niestety, na tej konkretnej wojnie ofiary najczęściej nie zdążyły jeszcze się urodzić. Ideologiczna walka o prawo do zabijania nienarodzonych dzieci zmieniła front i przeniosła się na grunt instytucjonalny. „Skoro nie można znaleźć merytorycznych argumentów, trzeba zakazać mówienia prawdy ustawami i wyrokami”. Jednym z przejawów takiej taktyki była próba zniesienia klauzuli sumienia. Idea wyszła z łona europejskich socjalistów. Klauzula sumienia, to instytucja prawna, która pozwala np. lekarzom na odmowę wykonania zabiegu, który jest sprzeczny z ich sumieniem. W prawdzie rezolucje Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy nie mają charakteru wiążącego, jednak ograniczenie prawa lekarzy do działania w zgodzie z własnym sumieniem stanowiłoby istotny zamach na ich wolność. Konsolidacja europejskiej prawicy, siła modlitwy, a może jedno i drugie sprawiły, że ku zaskoczeniu wszystkich lewicowe pomysły przepadły w głosowaniach. Zamiast tego Rada potwierdziła, że nikt nie może być zmuszany do działania wbrew swojemu sumieniu. To ważna wygrana bitwa w całej wojnie o człowieka.

Wierzyć i działać

Jan Paweł II nie poprzestawał na modlitwie. Ona była fundamentem jego życia i działania. Wiara nie może być martwa, pozbawiona uczynków. Papież wzywał nas do porzucenia bierności. Do młodych zebranych na polach lednickich mówił „Duc in altum! Wypłyń na głębię.” Jako katolicy nie możemy tylko biernie przyglądać się światu, ograniczać się do protestów, gdy ktoś próbuje atakować to, co dobre. O dobro trzeba samemu aktywnie zabiegać w życiu codziennym. Św. Paweł w niedzielnym drugim czytaniu kieruje do nas bardzo konkretne i jasne słowa: „Trwaj w tym, czego się nauczyłeś i co ci zawierzono, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś. […] głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd, poucz… .” Jesteśmy wezwani do dynamicznej wiary, która chce się ciągle rozrastać. Mimo, że podejmowane są kolejne próby wykluczenia Kościoła i wierzących z życia publicznego, mimo że powtarzane są kłamstwa o tym, że wiara to prywatna sprawa, nam trzeba wyjść do ludzi i z odwagą mówić o tym, w Kogo wierzymy. W domu, pracy, w polityce i w Brukseli. Jan Paweł II mówił, że Bóg stawia przed nami zadania, wyzwania – a nam nie wolno zdezerterować.

Wygrać wojnę

Wojnę o nasze zbawienie mamy nie tylko przeżyć, ale przede wszystkim wygrać. Tutaj nie ma remisów i kompromisów. Albo pozwolimy Bogu zwyciężyć, albo przegramy wszystko. Jak wygrać? W Jezusie – nie samemu, nie własnymi siłami. Tak jak uboga wdowa z niedzielnej Ewangelii – ona całą swoją nadzieję bez reszty pokładała w niesprawiedliwym sędzim, który w końcu zdecydował się jej pomóc. Bóg obiecuje (a to nie słowa rzucone na wiatr!) że jeśli tylko pokładamy w Nim całą naszą nadzieję, weźmie nas w obronę. A wtedy, jeśli Mu pozwolimy, powiedzie nas do zwycięstwa.

chess

Blog Bartosza Orlińskiego – zapnijcie pasy: będzie się działo…

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.