Pomimo, że Bóg dał nam wiarę i rozum, wielu z nas odrzuca jeden z Jego darów. A trzeba pamiętać, że rozum bez wiary jest często głupotą, a wiara bez rozumu – szaleństwem.
Karmiąc się tym, co serwują nam mainstreamowe media, możemy otrzymać obraz Kościoła, po którym każdy dostałby niestrawności. Z telewizji dowiemy się, że cały polski Kościół kręci się wokół postaci o. Rydzyka lub ks. Natanka. Przeglądając w niedzielny poranek portal Onet.pl możemy emocjonować się historiami z życia wziętymi, w których kolejna blogerka nie może zrozumieć, dlaczego zły ksiądz nie chce ochrzcić jej dziecka, skoro ona jest wierzącą katoliczką, a to, że żyje z facetem bez ślubu i nie uczestniczy w mszach świętych nie ma przecież żadnego znaczenia. Chcąc oderwać się od tego, możemy otworzyć Wprost albo Politykę, ale tam w co drugim tekście porady „naprawiaczy” Kościoła, którzy mają receptę na to, jak go uzdrowić. Lekiem zazwyczaj jest aborcja, zniesienie celibatu, akceptacja in vitro lub związków homoseksualnych. Wreszcie otwierając Gazetę Wyborczą trafiamy na teksty naczelnej komentatorki polskiego Kościoła – Kasi Wiśniewskiej, która z precyzją godną strzelca wyborowego punktuje każde potknięcie Episkopatu i katolickich publicystów. Wtedy zaczynamy się zastanawiać: czy Kościół ma w ogóle sens? Czy nakazy i zakazy moralne są nam jeszcze do czegoś potrzebne?
Sedno sprawy
Jaki sens ma czekanie z seksem do ślubu? Można podać wiele argumentów – budowanie głębszej relacji, zaufanie, itd. ale nie ma takiego, którego nie można podważyć. Oprócz jednego. A w ogóle po co nam ślubu? Czy miłość sama nie wystarczy? Jaki sens ma spowiadanie się ze swoich grzechów przed mniej lub bardziej nieznanym nam mężczyzną? Dobrze, żeby ktoś spojrzał na nasze życie z innej perspektywy, żeby ktoś pokazał nam to, czego sami nie widzimy… te wszystkie argumenty można łatwo zbić. Oprócz jednego. Dlaczego patrząc na Kościół mamy czasem wrażenie, że to wszystko bez sensu? Czegoś brakuje, a właściwie Kogoś. Mówiąc o Kościele, myśląc o nim, kłócąc się o niego coraz częściej zapominamy o Jezusie. On jest „sednem sprawy”. To właśnie Chrystus sprawia, że warto, że wiara ma sens. Trzeba nam żyć w czystości, bo tak powiedział Jezus. Trzeba stawać w prawdzie o sobie i wyznawać swoje grzechy, bo tak powiedział Jezus, który dał także władzę odpuszczania tych grzechów Apostołom i ich następcom. Chcąc żyć tak, jak mówił Jezus i jak teraz przypomina nam Kościół, trzeba się skupić na Nim. Na osobowej relacji, którą tworzy się w ciszy, na kolanach przed Najświętszym Sakramentem. Czystość, wierność, odwaga do świadczenia o Bogu to owoce naszej relacji z Jezusem. Bo to nie nasza zasługa, że udaje nam się żyć tak, jak Bóg przykazał. To Jego łaska. Sobotnia Ewangelia daje nam klarowną odpowiedź na to, jak patrzeć na Kościół, zwłaszcza w kontekście tego, jaki obraz serwują nam mainstreamowe media. „Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie.” Pamiętajmy, że księża nie głoszą swoich prywatnych nauk. Są sługami Słowa i takimi samymi ludźmi, jak my. A to znaczy, że również oni mają swoje słabości. I dobrze wiemy, że nie wszyscy żyją zgodnie z tym, co mówią. Ale wiemy też, że nie to jest najważniejsze. I nawet gdy oni nie dotrzymują słowa, my powinniśmy go dotrzymać. Bo tego chce od nas Bóg. Nawet wśród Apostołów, którzy na co dzień byli przy Jezusie, znaleźli się złodziej, tchórze i zdrajcy. Ale właśnie takich ludzi wybiera sobie Bóg na swoich posłanników.
Kluczowy moment
W niedzielnej Ewangelii usłyszymy pytanie „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” Za kogo Go uważam? Za mojego Zbawiciela, za Mistrza którego chcę naśladować? A może jest dla nas kimś odległym, rozmytym. Kimś, o kim słyszymy raz w tygodniu w Kościele i nic więcej. Apostołowie udzielają Chrystusowi różnych odpowiedzi, a wszystkie one mają w sobie ukrytą nadzieję. Nadzieję na przemianę życia – taką autentyczną, fizyczną. Ludzie nie wiedzieli dokładnie, kim jest Jezus, ale czuli, że teraz w ich życiu coś się zmieni. Ale Jezus pytał dalej, bo pomimo że ta nadzieja miała dobre intencje, nie była zgodna z planem Boga. Dopiero Piotr daje Mu przełomową odpowiedź. Przełomową, bo odkrywającą prawdziwe zadanie i misję Jezusa na Ziemi „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. Piotr nie kombinował, powiedział szczerze to, co czuł w swoim sercu. I dopiero na tej odpowiedzi, na takiej podstawie my możemy budować swoją relację z Jezusem i swój obraz Kościoła. Dopiero, gdy w sercu szczerze odkryjemy kim jest Chrystus, zaczniemy patrzeć na wszystko przez pryzmat wiary. Bez Niego, bez relacji z Nim, Kościół będzie nas drażnił, a w naszych głowach powstanie obraz świata rodem z artykułów Kasi Wiśniewskiej. Prawdziwego i szczerego poznania Boga, zachwycenia się Jezusem życzę Wszystkim. Pani Kasi także.
















