23 cze 2011

Wielkimi krokami zbliżają się wybory do Parlamentu. Jednak zanim wrzucimy kartki do urn, w Sejmie odbędzie się o wiele ważniejsze głosowanie. Posłowie zadecydują, czy Polska będzie broniła ludzkiego życia konsekwentnie.

Ponad pół miliona Polaków poparło obywatelski projekt ustawy, którego celem jest całkowita ochrona ludzkiego życia, szczególnie wobec tych ludzi, którzy nie potrafią się jeszcze sami obronić. Mamy szansę zupełnie zabronić aborcji w imieniu prawa! A trzeba nam wiedzieć, że w zeszłym roku w majestacie Rzeczypospolitej zabito ok. 500 dzieci – głównie dlatego, że były chore. Słynny „aborcyjny kompromis”, którego niektórzy bronią jak niepodległości, ma twarz pół tysiąca dzieci rocznie, które są zabijane za swoją chorobę albo pochodzenie. Na to nie może być zgody w cywilizowanym świecie. W Polsce XXI wieku nie może być miejsca na legalne barbarzyństwo!

Dziecko, źródło sxc.hu

Pół miliona wariatów

Jak napisał ks. Marek Gancarczyk: „O losach obywatelskiego projektu zdecyduje strach. Irracjonalny, nie wiadomo skąd pochodzący, ale mocno zakorzeniony. Jakby szponami trzymał za gardło. Strach przed publicznym wygłoszeniem oczywistej, zupełnie zdroworozsądkowej opinii: Nie godzę się na prawo do zabijania chorych dzieci przed narodzeniem, to barbarzyństwo.” Aby pomóc naszym posłom przełamać ten strach i odważnie opowiedzieć się za życiem, powstała akcja „Zadzwoń do posła”. Każdy z nas może zadzwonić do swojego posła lub wysłać mu list (także elektroniczny) z przypomnieniem, że niedługo czekają nas wybory parlamentarne i chcielibyśmy dowiedzieć się, jaki jest jego (jej) stosunek do ważnych dla nas wartości chrześcijańskich. Jako, że przede wszystkim liczą się czyny, niezwykle interesuje nas, czy nasz poseł (nasza posłanka) opowie się za życiem w najbliższym głosowaniu nad obywatelskim projektem ustawy. Posłowie są w końcu naszymi przedstawicielami i mamy prawo wiedzieć, jakimi wartościami się kierują.  Jak zwykle w przypadku takich inicjatyw, odezwał się krytyczny (i chyba trochę kpiący) głos z ulicy Czerskiej, tym razem ustami (a właściwie piórem) pani Kasi Wiśniewskiej, która wyrasta na etatowego komentatora akcji pro-life oraz wszystkiego, co związane z Kościołem. Wiśniewska nazywa cały pomysł „wariackim”. Przytacza też liczbę aborcji, jakie rokrocznie wykonywane są w polskim „podziemiu aborcyjnym” – od 80 do 200 tysięcy, a które katolicy ponoć lekceważą. Skąd Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny (sic!) wzięła te dane? Najpewniej z kapelusza, jak pisze Franciszek Kucharczak. Na koniec Wiśniewska kpiąco pyta, czy dla ochrony życia nie warto się trochę wysilić, zamiast marnować czas na telefony do posłów. Warto Pani Kasiu i dlatego będziemy dzwonić i pisać, żeby nasi przedstawiciele w Parlamencie zdobyli się na wysiłek bycia odważnymi. Co ciekawe, jak zauważa Kucharczak, w tym samym numerze Gazety Wyborczej znajdziemy tekst Piotra Pacewicza, który każe nam się wstydzić za to, że tak mało osób przyszło na paradę gejów i lesbijek (tzw. paradę równości). W konsekwencji powinniśmy rozpocząć sejmową debatę nad związkami partnerskimi… i choć pomysł popiera niewielu, to nikt nie nazywa go wariackim.

Polak, Węgier dwa bratanki

Do tej pory w Unii Europejskiej to Polska była najczęściej kojarzona z walką o życie ludzi już od momentu poczęcia oraz o głośne procesy przed europejskimi trybunałami, w wyniku których trzeba było płacić odszkodowanie matkom, którym z różnych powodów odmówiono „prawa” do zabicia własnego dziecka. Ostatnio mieliśmy do czynienia z kolejnym procesem, w rezultacie którego Polska ma wypłacić tytułem odszkodowania 60 tysięcy Euro kobiecie, której dziecko będąc w jej łonie miało podejrzenie zespołu Turnera. Lekarze wobec deklaracji kobiety, że zabije swoje dziecko (o przepraszam: dokona przerwania ciąży, ewentualnie skorzysta ze swojego prawa) jeśli zajdzie podejrzenie choroby, nie chcieli dokonać badań prenatalnych. Trybunał uznał to za nieludzkie traktowanie. W wywiadzie dla Radia Plus Minister Zdrowia Ewa Kopacz powiedziała, że jest za utrzymaniem prawa, które pozwala na zabicie dziecka w łonie matki dlatego, że jest ciężko chore lub upośledzone. Czy to nie jest dyskryminacja? Na szczęście w Europie nie musimy już czuć się osamotnieni w walce o życie człowieka. Coraz odważniej poczynają sobie Węgrzy, którzy mają odwagę białe nazywać białym, a czarne czarnym. W ramach akcji promocji „zrównoważonych” rodzin, finansowanej ze środków unijnych, rząd Victora Orbana zaczął apelować o zaprzestanie aborcji, pokazując adopcję jako alternatywę dla zabicia niechcianego dziecka. Szybko zareagowała Bruksela. Viviane Reding, unijna Komisarz Sprawiedliwości udzieliła Węgrom reprymendy, ponieważ „To [akcja pro-life] jest sprzeczne z wartościami europejskimi!” Pani Reding zagroziła sankcjami finansowymi, jeśli akcja nie zostanie wstrzymana.

Słysząc o takich wydarzeniach, jak wyrok europejskiego trybunału czy upomnienie ze strony europejskiej komisarz, łatwo zauważyć, że walka o człowieka cały czas trwa. I nabiera coraz bardziej namacalnych kształtów. Możemy wygrać, ale trzeba włożyć w to dużo siły i modlitwy. Jeśli my tego nie zrobimy, zatriumfują piewcy politycznej poprawności i pseudotolerancji, a przegra człowiek.

 

18 lis 2010

Kampania wyborcza przed wyborami samorządowymi jest chyba gorętsza od tej, przed wyborami do Sejmu i Senatu czy prezydenckimi. W każdym mieście i miasteczku toczy się zażarta walka o to, komu przypadnie burmistrzowski fotel, komu miejsce wśród rajców, itd. Przyjrzałem się plakatom, które są dosłownie wszędzie. Z niektórych spogląda na mnie Pan Premier Tusk i wzywa „Nie róbmy polityki! Budujmy mosty„. W końcu polityka jest brudna, uczciwi ludzie nie parają się polityką. Każdy, kto wejdzie w to bagno chce tylko zagarnąć jak najwięcej dla siebie, kantować, kręcić i przekręcić to, co do przekręcenia możliwe. Słowem, „a dajcie se ludzie siana z tą polityką!

Wybory samorządowe. foto: sxc.hu

W mojej Ostródzie widziałem ogromny billboard, z którego dostałem po oczach tekstem „Stop politykom! Czas na fachowców.” O, tym też znudzili się politycy. To częsty motyw przewijający się w samorządowych wyborach: zostawić politykę – skupmy się na tym, co najważniejsze. I ludzie to kupują. Ech… Piłsudski na pewno powiedziałby teraz coś dosadnego. Bo jak to jest, że politycy sami mówić, że polityka to bagno i zniechęcają ludzi do niej? Czemu społeczeństwo to kupuje? Polityka jest brudna? Co za bzdura… brudni, to mogą być ludzie, ale nie polityka. Mogą być pazerni, nikczemni, nieuczciwi – ale mogą też być rzetelni, pracowici, gotowi do poświęceń. Polityka sama w sobie jest narzędziem. Bliskie mi jest arystotelesowskie podejście do tej dziedziny – sztuka rządzenia państwem (sztuka!), której celem jest dobro wspólne! Polityka to sztuka, nawet nie rzemiosło. Nie dla warchołów i prymitywów, ale dla ludzi, którzy potrafią i chcą coś dobrego zrobić. Może jestem idealistą, ale wiem, że takie osoby są. I nie zapomnieli, jakie zadania stoją przed tymi, w których ręce powierza się losy Państwa.

Panie Premierze, jeśli nie chce się Pan zajmować polityką – czyli służyć ludziom, budować wspólne dobro, to podaj się Pan do dymisji, a nie zawracasz nam głowę. Podobnie wszyscy działacze, którzy w całym regionie – od najmniejszego miasteczka poczynając, a na Olsztynie kończąc odstraszają nas od polityki – wypchajcie się sianem i zajmijcie się czymś, na czym się znacie – bo o polityce pojęcia nie macie. Jakby to Marszałek Piłsudski powiedział: Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić!

14 maj 2010

Kandydaci na urząd Prezydenta RP

Kandydaci w wyborach 2010

Rodzina to fundament społeczeństwa. Jeśli jest silna i zdrowa, to społeczeństwo ma duże szanse, aby takim być. Nic dziwnego, że niektóre środowiska (niestety, szczególnie lewicowe) uderzają w rodzinę wszystkim, co tylko znajdą pod ręką. A to pomysły na rozmycie rodziny i jej definicji przez nazwanie „rodziną” związku dwóch panów albo dwóch pań; a to pomysły całkowitego oddzielenia od siebie ślubów wyznaniowych i cywilnych; kolejne starania mające na celu ułatwienie, a przez to zachęcanie ludzi do rozwodów. Oczywiście dochodzi do tego promocja antykoncepcji i postulaty legalizacji aborcji, bo to takie szczęście przecież. Ostatnim wynalazkiem, który ma „rozciągnąć ochronny parasol nad rodziną” jest ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, czy jak ją niektórzy nazywają „Ustawa o rozbijaniu rodziny i odbieraniu dzieci”.  (o której, mam nadzieję, napiszę niedługo znacznie więcej) Nie wiem jak reszta społeczeństwa, ale ja nie mam aż tyle zaufania do władz państwowych, żeby oddawać pod ich kontrolę mojego życia rodzinnego. Ba! Sądzę, że lepiej wiem, jak współtworzyć swoją rodzinę.

Szkoda nawet rozwodzić się nad rozważaniami Pani prof. Środy, której ta rodzina chyba ością w gardle stoi, bo jakoś nie chce jej przepuścić…

W każdym razie warto zastanowić się nad tym, jak kwestia rodziny wygląda w programach politycznych poszczególnych kandydatów na urząd Prezydenta RP. Jedni chcą ją chronić, inni dobić. Jedni chcą, aby państwo jak najmniej się w nią wtrącało, inni chcą ją od państwa totalnie uzależnić:

> Kandydaci na Prezydenta RP o rodzinie <

PS

O blogu jak widać nie zapomniałem, dyskusje i żale w komentarzach przeczytałem – odpowiem jak będę mógł :-)

16 kwi 2010

Długo zastanawiałem się czy coś napisać, bo w ostatnich dniach możemy zaobserwować nie tyle potok różnego rodzaju informacji w mniejszym bądź większym stopniu związanych z tragedią pod Smoleńskiem, co prawdziwą powódź. Mało kto wziął sobie do serca wezwanie „Ciszej nad tą trumną!”.

Ale jednak zdecydowałem się popełnić ten wpis, bo zwyczajnie wzbiera we mnie złość.

Złość i pewien zawód. Chodzi rzecz jasna o sposób, w jaki Polacy przeżywają narodową żałobę. Pierwsza sprawa – pochówek Prezydenta na Wawelu. Osobiście wolałbym archikatedrę św. Jana w Warszawie, gdzie jest już krypta Prezydentów RP.

Plik:Narutowicz grave.JPG

Krypta Polskich Prezydentów

Ale jeśli rodzina i gospodarz miejsca – kardynał Dziwisz zdecydowali się na Wawel – nie mam nic przeciwko. Zniesmaczyły mnie protesty tej garstki ludzi, które odbyły się w kilku miastach Polski. Jasne, że możemy dyskutować, ale… żeby wychodzić na ulice i protestować? Przed prezydencką trumną? Dzisiejszy świat wychodzi z założenia, że zasady są, ale tylko po to, aby je łamać. A szkoda. Wielu ludziom nie podobało się, że marszałek Piłsudski spocznie w wawelskich kryptach – ale nikomu nie śniło się, żeby urządzać cyrki na ulicach. Bo pewnych zasad się nie łamie.

Przez media przewinęło się zdjęcie, na którym dwójka młodych ludzi trzyma transparent z napisem „Czy na pewno godzien królów?” Hmm… to trudne pytanie, bo nie wiem wedle jakich kryteriów oceniać będziemy, kto jest godzien a kto nie. W jakiej skali? Swoją drogą, to czym zasłużył się dla Polski taki Michał Korybut Wiśniowiecki? Niczym. Całe szczęście, że miał genialnego następcę. O! Jestem przeciw pochowaniu króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego na Wawelu! I co, teraz mamy zrewidować wszystkich pochowanych na wawelskim wzgórzu? I tych „niegodnych/niepoprawnych politycznie/niewygodnych” eksmitować?

Jedynym efektem protestów jest czarny pijar, jaki wytworzył się w zagranicznej prasie. Oczywiste jest, że Prezydent Kaczyński był postacią kontrowersyjną. A kto z wielkich ludzi nią nie był? Gdy ktoś ma idee, wyraziste poglądy, gdy ktoś jasno wyraża swoje zdanie, zawsze znajdzie grono zwolenników i przeciwników. Tylko ludzie nijacy, bezideowi czy wręcz „bezpłciowi” nie wzbudzają kontrowersji – bo nie mają czym i jak.

Prezydent Kaczyński czerpał z najlepszych wzorców II Rzeczypospolitej – chciał, aby obecna Polska przypominała tą sprzed Wojny. Chciał, żeby znaczyła w naszym regionie Europy tyle, co niegdyś Rzeczpospolita za swych najlepszych lat… Wawel skrywa w swych kryptach władców Polski – zarówno Bożych pomazańców, jak i tych „z wyboru”  (nie oszukujmy się – wolna elekcja była niemalże demokratyczna). Niech pochowa również i Prezydenta Kaczyńskiego.

Dla mnie sprawa jest jasna – decyzja zapadła i nie należy się jej sprzeciwiać, depcząc narodową żałobę.

Kolejna sprawa, jaka mnie zdenerwowała, to ociekające żalem i rozpaczą nagłówki prasy. Tej, która tak ochoczo opluwała i mieszała z błotem Prezydenta. Tej, która wyśmiewała się z jego Małżonki. Właściwie nie tylko o prasę chodzi – stacje telewizyjne, publicyści czy wreszcie politycy, którzy z ochotą drwili z naszej Głowy Państwa, teraz widzą go jako męża stanu. Ja sam za takiego go traktowałem i traktuję – jako polityka bezkompromisowego, wiernego swoim ideałom. U niektórych dwulicowość nie trwa długo – np. taki Super Express już powrócił do brukowego stylu i opublikował zdjęcie z ciałem Prezydenta składanym do trumny, a na swojej stronie internetowej – filmik z tego zdarzenia. To ma być szacunek dla zmarłych? To ma być szacunek dla pogrążonych w żałobie rodzin?

Przeczytałem niedawno wypowiedź prof. Magdaleny Środy nt. pochówku Prezydenta na Wawelu… Pani profesor jest etykiem. Ja nie chcę mieć z jej etyką nic wspólnego.

Wielu pisało zaraz po tragedii – „może teraz nie będzie sporów w polityce?” A dlaczego miałoby ich nie być? Czy spór jest czymś złym? Nie, wręcz przeciwnie – w polityce jest jak najbardziej pożądany. Bo dzięki niemu można wypracować najlepsze stanowisko, można walczyć o to, co właściwe i bronić tych, którzy tego potrzebują.

Wielu dostało nauczkę – mają okazję nauczyć się, że człowieka nie wolno mieszać z błotem. Że można mieć inne poglądy, można być politycznym przeciwnikiem, ale nie wolno atakować samego człowieka.

26 sty 2010

- Sztandar Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej wyprowadzić!

Tymi słowami Mieczysław Rakowski kończył pewną erę w historii Polski, erę która miała już nie wrócić. Stary system upadł, ale jego działacze ochoczo znajdowali sobie miejsce w nowej rzeczywistości. Lewica jak lwica walczyła o powrót do władzy – tylko w innym przebraniu. 20 lat po upadku starego systemu wydawać by się mogło, że stare nie wróci. Lewica – odmłodzona, z nowymi twarzami, na szczęście o marginalnym znaczeniu, co pokazują sondaże, rusza do kolejnej kampanii o władzę. Tym razem na polu walki o prezydenturę.

Ktoś czeka na nowe twarze? Ktoś wypatruje nowej lewicy, młodej i prężnej? Nic z tych rzeczy. Jeśli ktoś łudził się, że beton się rozsypał, niech porzuci nadzieje – a najlepiej niech porzuci lewicę – nie warto…

Młodzieżówka SLD z Olsztyna poparła (przez aklamację!) kandydaturę Jerze Szmajdzińskiego na Prezydenta RP. Co skłoniło młodych, trzeźwo myślących ludzi do poparcia byłego działacza KC PZPR? To ma być to odcięcie od przeszłości? To ma być owo „nowe”?

Stara miłość nie rdzewieje – z podobną radością co kandydaturę Szmajdzińskiego, młodzi działacze lewicy przyjęli wiadomość o powrocie „synów marnotrawnych” – Józefa Oleksego i Leszka Millera.
Czyli… na lewicy bez zmian. Betonowo.

Pozostaje tylko czekać na komendę „Sztandar przyprowadzić!

foto: sxc.hu

Blog Bartosza Orlińskiego – zapnijcie pasy: będzie się działo…

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.