26 sie 2010

Ostatnie wydarzenia związane z krzyżem smoleńskim na Krakowskim Przedmieściu ożywiły dyskusję nad relacją państwa i Kościoła. Niektórzy lewicowi politycy i media alarmują, że złamane zostały konstytucyjne zasady neutralności państwa i jego rozdziału od Kościoła.


Świeckie czy wyznaniowe?

Najpierw trochę teorii. Ze względu na stosunek do religii, państwa podzielić możemy na wyznaniowe i świeckie. Państwo wyznaniowe to takie, które uznaje tylko jedną religię bądź ją ustawowo faworyzuje, a rządowe struktury mają ścisły związek ze strukturami kościelnymi. Takimi krajami są często państwa muzułmańskie, a także Grecja, w której urzędową religią jest prawosławie, Wielka Brytania z anglikanizmem (np. królem może być tylko anglikanin) czy Dania z Ewangelickim Kościołem Luterańskim. W państwach świeckich struktury państwowe są oddzielone i niezależne od kościelnych. Możemy je podzielić na państwa świeckie negatywne, w których nastąpiła wroga separacja państwa i Kościoła – takim krajem jest np. Francja; oraz państwa świeckie pozytywne, takie jak np. Polska.

Bezstronność czy neutralność?

Czy złamana została konstytucyjna zasada neutralności państwa? Należy zacząć od tego, że… takiej zasady w ogóle nie ma. W pkt 2. art. 25. Konstytucji RP możemy przeczytać: „Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.” Mowa jest o bezstronności, a nie o neutralności. Gdyby Konstytucja mówiła coś o neutralności, to rzeczywiście można by próbować karkołomnych interpretacji przepisów, które nakazywałyby państwu „zneutralizować” wszelkie przejawy religijności. Ale Ustawa Zasadnicza mówi o tym, że państwo zachowuje bezstronność w sprawach religijnych – czyli smoleński krzyż zwyczajnie państwu przeszkadzać nie może. Co więcej, w tym samym artykule znajdujemy przepis gwarantujący nam swobodę w wyrażaniu naszych przekonań religijnych w życiu publicznym – kolejny punkt, w którym Konstytucja pokazuje nam, że z punktu widzenia relacji państwo-Kościół, ustawiony przez harcerzy krzyż w niczym państwu nie przeszkadza.

Co cesarskie – cesarzowi…

Przeciwnicy obecności wszelkich symboli religijnych w życiu publicznym, powołując się na zasadę rozdziału państwa i Kościoła, chcą pozbyć się nie tylko krzyża z Krakowskiego Przedmieścia, ale i ze szkół, urzędów. Zasada rozdziału Kościoła od państwa nie została wyrażona expressis verbis w przepisach Konstytucji. Jest ona jednak jednym z fundamentów państwa świeckiego, a jej wyraz możemy znaleźć w pkt. 3. wspomnianego wcześniej art. Konstytucji: „Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego.” Zarówno państwo jak i kościoły posiadają autonomię i są wzajemnie niezależne. Warto zauważyć, iż Konstytucja podkreśla, że państwo i Kościół współpracują ze sobą, dla dobra człowieka. Zasady tej nie można rozpatrywać samodzielnie, bez uwzględnienia reszty przepisów, a zwłaszcza przytoczonego wcześniej art. 25 pkt. 2 Konstytucji, który mówił o bezstronności państwa i gwarantował wszystkim swobodę w wyrażaniu swojej wiary. Wynika z tego, że jeżeli ktoś bądź grupa ludzi chce zamanifestować swoją chrześcijańską wiarę w przestrzeni publicznej, może to zrobić – np. poprzez postawienie krzyża, powieszenie go w klasie czy zorganizowanie procesji. To gwarantuje nasze państwo. Takie same prawa posiadają wyznawcy wszystkich religii i ateiści. Są to jedne z podstawowych praw człowieka, wynikające z samego faktu bycia człowiekiem, dlatego państwo je „gwarantuje” a nie nadaje – bo źródłem ich jest godność ludzka a nie prawo stanowione.

Tolerancja dla wolności

Wzywanie do usunięcia symboli religijnych z życia publicznego nie ma podstaw prawnych. Co więcej, jest po prostu przejawem braku tolerancji u osób nie podzielających danego światopoglądu. A przecież paradoksalnie to właśnie ten argument – tolerancja dla niewierzących, wysuwany jest bardzo często przez przeciwników obecności symboli religijnych w życiu publicznym. Gdyby państwo przychyliło się do postulatów wykreślenia religii z życia publicznego, przestałoby być państwem świeckim. Nie byłoby nawet państwem neutralnym – stałoby się krajem z urzędowym ateizmem, które ignorowałoby prawa wierzących.

Sam krzyż smoleński wymaga głębszego zastanowienia – nie było moim zamiarem rozstrzygać, czy powinien zostać czy też nie – przedstawiłem jedynie sytuację prawną symboli religijnych w świetle obowiązującej Konstytucji. A prawo, właśnie z Konstytucją na czele, do krzyża nic nie ma. Ani do tego z Krakowskiego Przedmieścia, ani do tych wiszących w szkolnych salach. Nie ma nawet nic do placów, ulic i obrazu Matki Bożej Królowej Pokoju z olsztyńskiej Wysokiej Bramy…

krzyż, sxc.hu

08 mar 2010

W niedzielę 7 marca ulicami Olsztyna przemaszerowała manifa. Pierwsza manifa. Właściwie to nie przemaszerowała, bo to słowo kojarzy się z mężczyznami. Przeszła. Wg organizatorów odniosła duży sukces – uczestniczyło w niej kilkadziesiąt osób. Nie wiem, czy kilkadziesiąt osób na niemal 200-tysięczne miasto to dużo… ale skoro organizatorzy tak uważają, to nie będę protestował. W końcu mają prawo – tolerancja…

Podobno manifa była dziełem kobiet, ale przeważnie dało się zauważyć jedynie walczące feministki, działaczy/działaczki KPH i innych przedstawicieli lewicowych środowisk. Kolorowa mieszanka.

Dlaczego oddzieliłem feministki od kobiet? Ano dlatego,  że wydają się one żyć w swojej własnej rzeczywistości, w ktorej kobiety w sposób przedmiotowy służą im do osiągnięcia ich własnych celów. Teoretycznie manifa przeprowadzona była w walce o prawa kobiet. Czego w takim razie potrzebuje polska kobieta?

Manifa - Olsztyn 2010

Manifa w Olsztynie 2010, foto.: Paweł Kicowski, za Gazeta Olsztyńska

Feministki walczą o edukację seksualną. Drogie Feministki – czego nie wiecie? Może coś Wam wyjaśnić? Nie krępujcie się. Kto pyta, nie błądzi. Więc najwyższa pora dla Was, zacząć zadawać pytania. Dalej walka idzie o antykoncepcję. Dziwne – ktoś Wam jej zabrania? Nie. co najwyżej katolicy powiedzą, że obdzieracie się w ten sposób z własnej kobiecości i wypaczacie swoją seksualność. Chcecie – jedzcie pigułki garściami, wspierajcie przemysł produkujący gumę i wyroby gumopodobne – trochę jak oglądanie pysznego jedzenia przez szybkę albo jedzenia cukierka w papierku. Ale różne są dziwactwa, a środowiska organizujące manify zazwyczaj w dziwactwach się lubują…

Co jeszcze wg feministek potrzebne jest kobiecie w Polsce, aby była szczęśliwą? Aborcja, prawo do zabicia własnego dziecka. No tak, nic tak nie dodaje kobiecości, jak zamordowanie synka czy córki. Drogie feministki, przypominam Wam, że pierwszy raz w ten sposób Polki uszczęśliwił sam Hitler, pozwalając na dokonywanie aborcji „polskim niewolnicom„. Naprawdę uważacie, że aborcja jest tym, czego Polki potrzebują najbardziej? Co Wam te dzieci zrobiły? Czemu tak bardzo się ich boicie?

Nie zabrakło również najważniejszego, czyli tolerancji. Dla kogo? Rzecz jasna dla homoseksualistów, bo bez specjalnych przywilejów dla nich, kobieta szczęśliwa nie będzie (drogie Panie, Wy Wszystkie które czujecie się szczęśliwe – proszę natychmiast przestać! nie wolno! Pamiętajcie o gejach i lesbijkach!). Jednak każda tolerancja ma swoje granice – ta feministyczna kończy się na katolicyzmie i Kościele – dla katolików tolerancji nie ma, bo przecież oni są passe – a poza tym mówią czasem takie niemiłe rzeczy, że trzeba czynić dobro, że zło trzeba zwalczać i w ogóle… Sąd Apelacyjny w sprawie Pani Tysiąc przypomniał im, jak ma wyglądać katolicka wiara, ale chyba jeszcze im mało. Jak nie wiedzą, jak ma wyglądać Kościół, niech zwrócą się do redaktora Pacewicza – on na religii się zna, on wszystko wyjaśni…

I eliksir kobiecego szczęścia – parytety – jakby to było, gdyby o nich nie wspomniano… a właściwie wykrzyczano na manifie. Podobno na polskiej scenie politycznej dramatycznie brakuje kobiet. Gdy one się pojawią, będziemy krajem mlekiem i miodem płynącym. Tylko, że w Polsce udział kobiet w polityce wynosi 20% wobec 21% w Europie oraz 18% ogółem na świecie. Czyli nie odstajemy od żadnych norm. Ale o tym się nie mówi, bo jeszcze by się wydało, że feministki na plecach kobiet chcą się dostać do władzy i realizować własne interesy. Ciii…

Przyglądając się postulatom wznoszonym na manifie, czytając wywiady z organizatorami, uczestnikami, przeglądając nagrania i zdjęcia można zauważyć wielobarwny tłum, protestujący przeciwko wielu wyimaginowanym a czasem rzeczywiście  słusznym problemom; można zobaczyć ludzi żądający przeróżnych praw i przywilejów. Ale w tym wszystkim boli jedno – próżno szukać tam interesu kobiet. Nic dziwnego – go tam zwyczajnie nie ma…

Z okazji Dnia kobiet chciałbym życzyć Wszystkim Paniom pogłębiania miłości w każdym wymiarze – abyście nie utraciły tego, co najważniejsze i dążyły do prawdziwego szczęścia.

A Wam, drogie Feministki życzę, abyście zdołały odnaleźć swoją kobiecość. Powodzenia!

06 gru 2009
Właściwie to nie Grinch tylko Mahomet. A może nawet nie sam Mahomet tylko polityczna poprawność bezideowych ludzi. Bezideowych, ale na pewno tolerancyjnych.
Dyrekcja zespołu szkół nieopodal Rieti (Włochy) zabroniła przedstawiania jakichkolwiek świątecznych elementów, mogących kojarzyć się z Jezusem lub chrześcijaństwem. Powód? W liczącej ponad setkę uczniów szkole jest trójka muzułmanów. I dlatego nie odbędą się tradycyjne jasełka, nie odbędzie się zwyczajowa świąteczna msza dla uczniów, choinka pozbawiona będzie gwiazdy betlejemskiej. Rzecz jasna życzeń również uczniowie nie będą sobie składali – jeszcze by ktoś pomyślał, że to z okazji Świąt Boż… ups! ciekawe, czy nazwę świąt też ocenzurują?
Blog Bartosza Orlińskiego – zapnijcie pasy: będzie się działo…

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.